Zaczynamy od końca. Czyli deser przed obiadem
No dobra. Dzień dobry już było, nawet chyba nieco za poważne, a teraz do adremu można przechodzić. Czyli do jedzenia. Bo dobrze jeść uwielbiamy. Niestety ;) Wspomnienie z pierwszej podróży do Damaszku. Pierwsza moja wizyta w rodzinnym domu Hassana. A właściwie to jest rodzinny dom Hassana Taty jeszcze. Dom w najstarszej części Damaszku. W tej części, która czyni to miasto najdłużej zamieszkiwanym miastem na świecie. Dochodzi się do Domu (w naszym domu nazywanego po prostu "domem arabskim") krętymi uliczkami, pomiędzy suqami. Wejście we właściwą ulicę od suqu wełny. (W życiu bym tam znów sama nie trafiła w tym nieregularnym labiryncie uliczek). Ulica szerokości jednego samochodu. Lusterka się jeszcze mieszczą. Człowiek jak się spłaszczy to koło auta też przejdzie. Duże drzwi drewniane. Stare. Tak jakby częściowo wpuszczone w asfalt ulicy... Nie widać okien. Po wejściu do domu długi korytarz, po prawej i lewej jakieś pomieszczenia a potem... dziedziniec. Ale czad. W środku d...